środa, 3 września 2014

Newsy

Annyeong 

Dzisiaj niestety nie powracam z nowym rozdziałem ani Red Orchid ani Tobenai Cho, ale mam nadzieję, że zachęcę was do czytania nowego opowiadania, które zaczęłam pisać parę dni temu z przyjaciółką, mam nadzieję, że komuś ono się spodoba ^^


(kliknijcie na obrazek, aby przejść do pierwszego rozdziału)



Trzymajcie za mnie kciuki, abym powróciła niedługo z nowym rozdziałem i na tym blogu! ^^

czwartek, 13 marca 2014

Red Orchid: Part 8

Tytuł: Red Orchid
Autor: Nyuxoxo
Rozdział: 8-?
Długość: 1904 
Paring: no przecież wiadomo xD
Rodzaj: fluff, angst, romantic, komedia etc.
Beta: Paośka W. (Dziękuję Ci <3) <- Polecam bloga tej Pani bo jest genialny ^^

Uwagi: Wszystkie powtórzenia są celowe. Tak, tak ta pod spodem to nowy bohater :D.


Yura

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░


-Mmmm, Lay, nie wstawaj... Lay... Jeszcze jest wcześnie...- mruczałam, obracając się na drugi bok w moim tymczasowym łóżku i wystawiając stopę spod kołdry. Poczułam przeszywający podmuch zimna i pewna, że Amber znowu otworzyła mi okno w pokoju- powoli otworzyłam zaspane oczy.
Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię?- zaskoczona nieznanym mi otoczeniem wyskoczyłam z łóżka jak oparzona i przybrałam pozycję obronną, jakby za chwilę spod łóżka miał wyskoczyć jakiś złodziej-gwałciciel-morderca. Przypominając sobie powoli pomysł wyjazdu odetchnęłam z ulgą i ze spokojem rozejrzałam się po pokoju. Na szafce nocnej zauważyłam bransoletkę z brązowych rzemyków i kilku czarnych koralików, na jednym z nich była wyryta literka S. Wzięłam to cudo w dłonie i przyjrzałam się jej dokładnie.
Czy to nie jest bransoletka Laya? Ale co ona tutaj robi?- myślałam, gdy nagle do mojej głowy zaczęły napływać obrazy z wczorajszego dnia: urodziny Krisa, Lay obejmujący mnie w pasie, odgarniający delikatnie niesforne kosmyki moich włosów opadających na oczy, całujący czule w czoło, aż w końcu przyciągający mnie do siebie w łóżku. To musiał być sen... Tak, to na pewno był sen! Piękny, cudowny i upajający, ale jednak sen.
Ubrałam się w świeże ubrania i zeszłam powoli na dół. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem sama w tym wielkim domu, ale usłyszałam odgłosy krzątaniny w kuchni. Stanęłam niezdarnie w progu pomieszczenia i pomachałam Kyungsoo- chłopakowi Suho. Jakoś po oswojeniu się z myślą, że mój brat i jego najlepszy przyjaciel to geje, lepiej znoszę nowiny o tym, że moi znajomi są homoseksualistami.
-Cześć.- chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i powrócił do wcześniejszego zaparzania herbaty.
-Wiesz może gdzie są inni?- zapytałam pozornie obojętnie, lecz tylko czekałam aż Kyungsoo wymówi imię Lay'a.
-Hmm... Z tego co wiem, to Suho jest w swojej sypialni, Victoria, Kris, Luna i Tao kręcą się gdzieś nad jeziorem, Bekon i Yeol majstrują coś na strychu, a Kai, Sehun, Luhan i Krystal pojechali do sklepu. Reszty chyba nie widziałem.
-Yhm...- opuściłam głowę zrezygnowana i miałam już zamiar wyjść z kuchni, gdy chłopak ponownie zabrał głos.
-Oh! A Lay...
-Tak?
-Lay chyba jest w garażu z jakąś...
-Dzięki!- krzyknęłam zadowolona i pognałam we wcześniej wspomniane miejsce, nie czekając nawet na to, co dalej chciał powiedzieć mój przyjaciel.
Stanęłam nieopodal garażu, aby uspokoić oddech i rozszalałe myśli. Oprócz śpiewu ptaków i dźwięku przejeżdżających samochodów usłyszałam stłumione głosy rozmawiających ze sobą osób. A tak właściwie to na początku tylko radosny głos Laya i już miałam ochotę ruszyć dalej, lecz po chwili do moich uszu dotarł też głos kobiety. Nie znałam tego głosu... Mój Lay był z jakąś obcą babą? Oj, lepiej dla niego, żeby okazało się, że to jakaś jego zaginiona siostra czy kuzynka...
Błyskawicznie weszłam do garażu, starając się zamaskować jakoś mój bojowy humor, ale chyba niezbyt mi to wychodziło. Oczy rozmawiającej pary skierowały się na mnie.
-Ooo... Ty jesteś dziewczyną Laya?- spytała blondynka. Poczułam się jak w siódmym niebie. Czyżby Lay jej coś o mnie mówił? Czy dla niego ja jestem...
-Sulli nie jest moją dziewczyną. Ona nawet nie jest w moim typie.- bezceremonialnie oznajmił Lay, uśmiechając się do blondynki i wrócił wzrokiem do ekranu laptopa, który trzymała na kolanach owa dziewczyna. Czułam się jakby ktoś chlusnął we mnie kubłem zimnej wody. A więc to, co się między nami działo, nic dla niego nie znaczyło? Tak po prostu się mną zabawił?
-J-ja... tylko chciałam ci coś oddać.- wyjęłam z kieszeni bransoletkę i wyciągnęłam rękę w stronę Lay'a. -To twoje, prawda?
-Jak mogłabyś zapomnieć.- powiedział rozbawiony i odebrał ją ode mnie.
-To ja już pójdę.- spuściłam głowę i wycofałam się z garażu, po cichu licząc, że chłopak jeszcze mnie zatrzyma. Jednak on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Dlaczego nagle zrobiło mi się tak niewyobrażalnie przykro? Przecież wiedziałam, że to wszystko jest zbyt piękne, by było prawdziwe. Jaka ja byłam głupia...
Wchodząc do swojego pokoju czułam, że do oczu napływają mi łzy, powoli ściekając po policzkach, by dać wreszcie ujście kumulującym się od kilku dni emocjom. Gdzie teraz była Amber? Tak bardzo jej w tej chwili potrzebowałam...
Położyłam się na łóżku, założyłam słuchawki i włączyłam sobie playlistę najsmutniejszych piosenek, które kiedykolwiek słyszałam. To paradoks w takich momentach robić sobie coś takiego, prawda? Powinnam wybrać najbardziej skoczne i najweselsze piosenki jakie znam, ale nie miałam na to siły.
Co ze mną było nie tak? Łzy dalej płynęły, a ja nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.


*

Zegar wskazywał właśnie szesnastą. Spałam więc cholernie długo, a nie czułam się ani trochę lepiej.
No, ile ja dzisiaj rzeczy zrobiłam… Całe mnóstwo.- pomyślałam z nutką ironii. Spojrzałam na telefon i poczułam się jeszcze gorzej- zero jakichkolwiek wiadomości, zero nieodebranych połączeń... No po prostu cudownie, już nikt się mną nie interesował. No bo po co?
Byłam wściekła na cały świat, nawet na moje włosy. Czy każdy z nich musiał sterczeć w inną stronę? Chyba najwyższy czas je w końcu skrócić.
Zeszłam na dół i ku mojemu zdziwieniu- salon pękał w szwach. Kyungsoo proponował wszystkim swoje przekąski, a Victoria opowiadała o czymś Krisowi, na co on ledwo przytomnie cały czas potakiwał. Tao zasnął na kolanach Luny, Krystal karmiła Luhana ciastkami, z kolei Baekhyun, Chanyeol, Sehun i Kai oglądali z przejęciem jakiś film. I Lay… On wymieniał ze znienawidzoną przeze mnie blondynką poglądy na jakiś bardzo ciekawy temat. A wszystko to działo się w tym samym czasie... Zero empatii wśród przyjaciół.
Och, i halo, czy tylko ja zauważyłam, że wszyscy dobrali się tu w pary i tylko ja jestem sama?
Nie ukrywając swojego przygnębienia, wpakowałam tyłek na niewielką przestrzeń między Kai'em a Chanyeol'em, którzy nie ukrywali swojego oburzenia moim zachowaniem. Chociaż powinni mi dziękować. Przecież mogli dzięki mnie zbliżyć się do swoich partnerów, prawda?
-Co oglądacie?- spytałam po długiej chwili milczenia. Miałam wrażenie, jakby przeze mnie atmosfera w tym pokoju zrobiła się strasznie napięta.
-,,Tokyo Drift”.- powiedział szybko Yeol i uciszył mnie ręką, nawet na mnie nie patrząc. Tak, pewnie. Uciszajcie mnie, olewajcie i wszyscy traktujcie jak powietrze. Bo co ja tam mogę wiedzieć?
-Stop!- krzyknął w pewnym momencie Baekhyun i poderwał się z kanapy. -Natura wzywa.
-Idziesz łowić ryby?- zapytał Chanyeol z najgłupszym wyrazem twarzy, na jaki było go stać.
-Tak, pewnie, geniuszu! W sedesie...- chłopak popatrzył na niego z politowaniem i ruszył w stronę łazienki.
-Sulli?- mruknął do mnie Kai. O, nagle sobie przypomniał o moim istnieniu?
-Hmm? - spojrzałam na niego, ale moja mina jasno mówiła „daj mi teraz spokój”.
-Zrób mi herbatę.- poprosił i oparł głowę o ramię Sehuna.
-Yah! Co ty sobie, do cholery jasnej, wyobrażasz?!- krzyknęłam i wstałam, nieświadomie przelewając całą swoją złość na Kai'a. -Myślisz, że całe życie będziesz się mną wysługiwał?! Oj nie, koniec z tym, Kim Jonginie! Rusz tyłek i sam sobie zrób tą pieprzoną herbatę!
-No idę, przecież idę...- wstał szybko z kanapy, jakby próbował umknąć przed moim wzrokiem. Chyba się biedny wystraszył, że dojdzie do rękoczynów...
-Zrób mi też, Kai.- powiedział nagle Lay.- I Yurze również.- uśmiechnął się do blondwłosej dziewczyny najsłodszym uśmiechem, jaki miałam okazję u niego widzieć. Do mnie się tak nie uśmiechał...
-Sam sobie zrób! -Naskoczyłam na niego. Herbatka dla niego i Yury? Tak poza tym, to co to było za imię? Jak dla jakiegoś zwierzaka.- Tak ciężko jest się ruszyć?! Co ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że wolno ci tak wykorzystywać innych?! Cały czas to robisz! Mnie też wykorzystałeś i pora z tym skończyć!- w tym momencie rzuciłam w jego stronę trzymanym w ręce telefonem. Niestety rozbił się na ścianie tuż nad jego głową. Cholerny brak celności...- Traktujesz mnie jak zabawkę! Wczorajszy dzień nic dla ciebie nie znaczył!
Nikt nie spodziewał się po mnie takiego wybuchu złości. Zresztą, nawet ja sama nie wiedziałam, że tak potrafię. Ogarnęła mnie taka bezsilność, że do oczu na nowo napłynęły mi łzy. A wszyscy się na mnie tak zwyczajnie patrzyli...
Wybiegłam stamtąd, nie zważając na wołania Luny i Victorii. Chciałam pobyć sama. Powinnam. Nie mogłam przecież wyżywać się na osobach, które na to nie zasługują, tak jak to zrobiłam w przypadku Kai'a. Wszystko i wszyscy mnie teraz drażnili, a tak nie da się funkcjonować w społeczeństwie.
Przedzierałam się między drzewami w poszukiwaniu miejsca, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Nie zauważyłam nawet, że przez to coraz bardziej oddalam się od domu. Na dodatek powoli zaczynałam żałować, że wybiegłam z pokoju ubrana tylko w cienką bluzę i leginsy. Nawet wysokie trampki nic tu nie dawały. Przyznaję, to był głupi pomysł, pomijając już zupełnie to, że na dworze było zaledwie 15 stopni i z minuty na minutę robiło się coraz chłodniej. Ale to był impuls, tak? Nie myślałam w tamtej chwili o niczym innym poza ucieczką. No, ale od razu chyba nie zamarznę, prawda? Może to nawet dobrze mi zrobi, pozwoli ochłonąć nie tylko ciału, ale i duszy.
Znalazłam w końcu całkiem przyjaźnie prezentujące się miejsce: pod masywnym drzewem, idealne, by na chwilę usiąść i pomyśleć. Już chciałam sprawdzić, która jest godzina albo podłączyć trzymane w kieszeni bluzy słuchawki do telefonu, ale oczywiście musiałam się go skutecznie pozbyć, rzucając nim w Lay'a… I dlaczego przynajmniej nie trafiłam?
Wpatrywałam się w przesuwające się na niebie chmury, wdychając świeże powietrze i wsłuchując się w szum drzew i śpiew ptaków. To potrafiło być naprawdę relaksujące. Czas, jak na nic nie robienie, zleciał mi niesamowicie szybko i nim się obejrzałam- już zapadał zmrok. Uznałam, że powinnam wracać, lecz nie bardzo wiedziałam gdzie mam iść. Zgubiłam się i to było przerażające. Umrę tutaj tragicznie i nikt mnie nie znajdzie, a dzikie zwierzęta zaopiekują się moimi zwłokami… Jakaż ja jestem bezmyślna...
Postanowiłam się przynajmniej tak łatwo nie poddawać i zaczęłam szukać jakiejś drogi. Byłam przerażona, a ciemność, która zapanowała dookoła mnie jakoś mnie nie uspokajała. Aż dziw, że jeszcze widziałam gdzie są drzewa i sprawnie je omijałam.
Po długim czasie w końcu znalazłam jakąś drużkę, która po ciemku nie wyglądała ani trochę znajomo. No cóż, może jeśli nie prowadzi do domu, to chociaż do głównej drogi, a stamtąd już chyba gdzieś dotrę. Nie mam pojęcia ile czasu już tak szłam,ale  miałam wrażenie, że chodzę w kółko i nie prowadzi ona nigdzie. Przy okazji zrobiło mi się już naprawdę zimno, a nogi coraz bardziej mnie bolały od długiego i intensywnego marszu. Najgorsze było jednak to, iż miałam wrażenie, że nie jestem w tym lesie sama i ktoś kręci się między drzewami niedaleko mnie. W tych ciemnościach nie miałam niestety szans dostrzec niczego, ale czułam, że ktoś się we mnie wpatruje.
Przeklinałam w myślach moje głupie pomysły. Nie dość, że byłam zmarznięta, wycieńczona i głodna, to jeszcze jakiś zboczeniec mnie zgwałci i zabije. Nie o takiej śmierci marzyłam… W sumie tak sobie myślę: czy o śmierci da się marzyć?
Poddałam się. Stanęłam w miejscu, nie miałam już sił, by iść dalej.
  -Halo?– zaczęłam cicho i niepewnie.- Halo! Czy jest tu ktoś?- spytałam już wyraźniej.
W odpowiedzi usłyszałam tylko szum wiatru. Nie widziałam kompletnie nic, ale mogłam przysiąc, że uczucie bycia obserwowaną tylko wzmogło na sile.
-Halo! Czy jest tu ktoś?- ponowiłam swoje pytanie, coraz bardziej się bojąc. Nie spodziewałam się, że ktoś czy coś tym razem mi odpowie, ale nie wiedziałam też, czy powinnam nadal tak bezczynnie stać. Po chwili ku mojemu ogromnemu zdziwieni między drzewami coś zaczęło się poruszać i coraz bardziej zbliżać do mnie. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić, a zastrzyk adrenaliny był tak silny, że zakręciło mi się w głowie. Ale nie przestałam się bać.
Wpatrywałam się w poruszającą się postać, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Ten ktoś lub coś był coraz bliżej. I gdy dostrzegłam jej twarz, wszystkie obawy zniknęły. Postać wpatrywała się we mnie z zatroskaniem i czułością przemieszaną z strachem.
-A...Amber?

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░



Przepraszam, że tak krótko, ale blog definitywnie domagał się czegoś nowego!
Po pierwsze: Bardzo, bardzo, ale to naprawdę bardzo bardzo dziękuję mojej becie, jesteś wspaniała znajdując czas jeszcze na takie rzeczy. <3
Po drugie: Eeeesu, to dopiero pierwszy post w tym roku ;O Powinnam wam składać życzenia na udany Nowy Rok? XD Przecież to już marzec... Sama nie wiem co się ze mną dzieje >.< Dzień jest stanowczo za krótki.
Po trzecie: Ktoś zauważył, że trochę zmieniłam wygląd bloga? XD nieważne...
+Witam nowych obserwatorów <3
PS. Kiedy tu się zebrało tyle wejść? ;O Dziękuję <3



sobota, 28 grudnia 2013

Red Orchid: Part 7

Tytuł: Red Orchid
Autor: Nyuxoxo
Rozdział: 7-?
Długość: 3213
Paring: niespodzianka.
Rodzaj: fluff, angst, romantic, komedia etc.
Uwagi: Wszystkie powtórzenia są celowe.Tylko dla czytelników o mocnych nerwach. :3



░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░

-Amber... -Oderwałam się od niej i spojrzałam niespokojnie. Moje oczy powoli zakrywały się łzami. Ale Amber ponownie mnie pocałowała tym razem czulej i zachłanniej. Mój umysł na chwilę przestał pracować. Co ja mam robić? Dlaczego to się w ogóle dzieje?! Mi to się chyba śni... Amber po chwili przestała i wyszła szybko z pomieszczenia zostawiając mnie stojącą jak słup. Wryty z ziemie słup. Cholerny słup! Nie potrafiłam już powstrzymywać moich łez. Nie wiedziałam kompletnie, o co chodzi, co się dzieje, co mam teraz zrobić. Czekałam tylko aż ktoś mnie obudzi...
-Sulli... -Usłyszałam głos Baekiego. Nie miałam nawet sił się obrócić i na niego spojrzeć. Cały czas wpatrywałam się tępo w okno. 
W końcu do mnie do mnie podszedł i posadził na kanapę. Patrzał na mnie chwilę i przytulił mocno do siebie, a ja rozryczałam się jeszcze bardziej, mocząc mu przy tym, co najmniej pół koszulki.
Nie wiem już ile tak siedziałam. Pół godziny? Godzinę? Mój szloch w końcu przerwał Chanyeol.
-Baeki! Wróciłem! -Krzyknął trzaskając drzwiami. -Patrz, kogo spotkałem po drodze! -Upuścił coś wchodząc do salonu robiąc przy tym taki hałas, że postanowiłam rozejrzeć się dookoła. -Sulli, co się stało? -Spojrzał na mnie jeszcze większymi oczyma niż ma normalnie.
-Ja... -Co się właściwie stało? Spojrzałam na niego i osobę wchodzącą tuż za nim. O tym bym nigdy nie pomyślała. Lay? Co on tu robi? -Pójdę na chwilę do łazienki. -Spuściłam głowę i poszłam szybko. Przemyłam twarz zimną wodą i zerknęłam w lustro.
-Tylko spokojnie... -Westchnęłam ciężko. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Sulli! Wszystko w porządku? -Usłyszałam głos Chanyeola.
-Tak! Tak. Już wychodzę. -Ehh...  Wyszłam niechętnie z łazienki i spojrzałam na Laya. Wyglądał jakby nic nie wiedział, nic nie słyszał i ogólnie jakby nic go nie obchodziło. Tak najlepiej kurde! 
-Channie... -Zaczęłam.
-Huh? -Spojrzał zaskoczony.
-Zrobisz mi swoją czekoladową niespodziankę? -Spojrzałam na niego smutno, jakby wszystko, co najgorsze przytrafiło się MI. Może i trochę racji w tym było...
-Ahh! Jasne Sulli. -Powiedział wesoło i poczochrał mnie jeszcze po włosach w drodze do kuchni. 
Przeszłam obok Yixinga tak jakbym go nawet nie widziała i usiadłam podkurczając nogi na kanapie. Mimo, że wiedziałam, iż Lay orientuje się w tym, co teraz czuje to chciałam mu pokazać, że jednak nic nie wie. Sama nie wiem, czemu... Ta sytuacja chyba mnie przerasta. Powinnam pójść do Amber? Nic nie wiadomo, co może przyjść do głowy osobie, która zrobiła niedawno to, co zrobiła... Aichś! Nie mam chyba na tyle odwagi, żeby stawić teraz jej czoła.
-Lay! Chodź tu! -Krzyknął nagle Yeol. Wywołany chłopak nie czekając od razu się obrócił i zniknął w kuchni.
-Baeki... -Spojrzałam na chłopaka siedzącego obok mnie. On chyba nie zmienił swojego miejsca położenia od momentu aż go tutaj zostawiłam... -Ty wiedziałeś o tym? -Pokiwał tylko porozumiewawczo głową. Nie musiałam mu wyjaśniać, że chodzi mi o Amber.
-Zadzwoniłem do niej wczoraj, żeby tutaj przyszła. Musiałem jej o czymś powiedzieć... Ehh... -Spojrzał na mnie zestresowany. A ja na niego ciekawska. No, też chciałam wiedzieć to coś ważnego! -Później ci powiem. -To mnie nie usatysfakcjonowało... -I rozmawialiśmy długo, wypiliśmy trochę soju...
-Trochę.
-Noo i powiedziała mi o wszystkim, co w niej siedziało od dłuższego czasu.
-Ale co w niej siedziało? Dlaczego ja o niczym nie wiem?! -Spytałam zdenerwowana i już trochę podłamana. Co miał niby znaczyć ten pocałunek?!
-Powinnaś sama z nią porozmawiać. -Ciągnął.
-Ale...
-Naprawdę tak będzie lepiej. -Położył mi rękę na ramieniu żeby mnie pocieszyć.
Aichś! Amber! O co chodzi...
*bzzz* *bzzz* Poczułam wibracje w kieszeni i wyjęłam ten niepokojący przedmiot.
-Halo? -Zaczęłam.
-Sulli! Jak miło Cię w końcu słyszeć. -Usłyszałam w telefonie Victorie.
-Co tam słychać umma?
-Twoja umma załatwiła coś niesamowitego! A mianowicie... Jedziemy na obóz młoda panno! 
-Co?? -Spytałam zaskoczona. 
-Sulli! Baeki! Muszę wam coś... -Do salonu wparował Yeol. Ucieszyłam go jedynie ręką pokazując, że rozmawiam.
-Ale że niby, że jak? -Ciągnęłam.
-Tak, że za pół godziny przyjeżdżam po ciebie i jedziemy na wieś!
-Co?! -Byłam jeszcze bardziej zaskoczona.
-Nie chce słyszeć protestów! 
-Ale ja mam pracę...
-Już wszystko załatwiłam! Niczym nie musisz się martwić! 
-Ale... -Jak załatwiła niby sprawy związane z moją pracą?! Przecież ona nie mogła się dowiedzieć...
-Za pół godziny będę u ciebie! Ciao! -Skończyła.
Ale jak...?
-Już skończyłaś? To dobrze! -Mówił Yeol. -Za pół godziny będzie tu Victoria i...
-Co!? Wy też? -Spojrzałam na nich zaskoczona. I Lay też?
-Ja też dostałem smsa. -Oznajmił Lay.
-Co ona kombinuje? -Powiedziałam przerażona już bardziej do siebie.

*

Czekając na chodniku przed apartamentowcem na Victorie nurtowało mnie wiele pytań. Po pierwsze: Jaki obóz?! Do cholery jasnej... Pomysły Victorii są naprawdę przerażające! Po drugie: Dlaczego jedzie tam również Lay, Baeki, Yeol i cholera jasna(!) wie, kto jeszcze? Po trzecie: Gdzie jest Amber...? Kiedy weszłam do naszego apartamentu, aby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy na ten wyjazd mimo tylu obaw tak bardzo chciałam ją zobaczyć, wiedzieć, że wszystko w porządku, a może to tylko mój chory umysł płata mi jakieś figle... Ale kiedy jej tam nie spotkałam to dopiero zaczęłam być niespokojna! I moi obecni towarzysze doskonale to wyczuwali. Chciałabym teraz wiedzieć, co myśli Lay. Czy już wie o tym, co się wydarzyło między mną a Amber? Czy ktoś w ogóle wie o tym pocałunku? Przez ten cały stres nie zdołałam zarejestrować czy nawet Baeki o nim wie.
Nareszcie moim oczom ukazał się duży bus i za jego kierownicą Victoria. Widząc jej twarz stres, chociaż trochę ze mnie uleciał.  
-Aloha moi mili! -Przywitała się ze szczerym uśmiechem. Wyglądała jak jakiś kierownik wycieczki. I pewnie nim była. -Zapraszam was na niezapomniany rejs! Pełen przygód i niezapomnianych emocji! Jedziemy heeeen daleko! -Mówiła rozmarzona. -Aż do domku letniskowego Suho za miastem. Nie martwcie się, zorganizowałam namioty tym, którzy się nie zmieszczą w budynku. -Dokończyła schodząc na ziemie.
-Pewnie będzie super. -Mruknął Baeki wciskając się do busa. 
-Oczywiście, że będzie! -Powiedziała z przekonaniem. 
-Too... Ilu nas tam będzie? Zaprosiłaś pół wsi, co? -Spytałam bez przekonania.
-A bo ja wiem. Będą wszyscy, którzy są mi potrzebni.
-Potrzebni? Do czego? 
-Dowiesz się w swoim czasie. -Odpowiedziała z szatańskim uśmieszkiem na twarzy. 
Zaczęłam się coraz bardziej bać jej planu. I sądząc po minach moich towarzyszy podzielali mój entuzjazm. Od środka rozsadzała mnie ciekawość. Co ona znowu wymyśliła?

*

Domek letniskowy Suho był "dość spory" jak na miano domku letniskowego. Posiadał 5 dwuosobowych i 3 jednoosobowe sypialnie, 5 łazienek, 2 kuchnie, wielki salon i kilka innych mniej potrzebnych pomieszczeń jak np. Piwnice, w której Suho trzymał swoje "skarby", normalny człowiek nazwałby ten dom willą, ale nie Suho - Jeden z najbogatszych ludzi w Koreii Południowej. Tuż za "domkiem" rozciągało się niewielkich rozmiarów jezioro, a wokół niego las mieszany.
*W trakcie pisania tego miałam wf i jako niećwicząca postanowiłam nadrobić zaległości w pisaniu, a tu JEEEBUDUBSU piłką -.- Kuuu#wa, czy ja wyglądam jak bramka?! XD* 
W ubiegłe wakacje spędziłam w tym domku ponad 2 tygodnie razem z Jong Inem, Sehunem ii Amber. Były to jedne z najlepszych 2 tygodni w moim nudnym  życiu. Czułam się naprawdę swobodnie, jakbym nie miała żadnych problemów, a w życiu nie spotkało mnie nigdy nic złego. Może już wtedy Jongie i Sehun poczuli do siebie coś więcej niż tylko przyjaźń? A może Victoria chciała żebym poczuła się tak jak wtedy? Nikłe są tego szanse... Tak właściwie, jakie ona miała plany? Aichś! Ciekawość mnie rozrywa od środka.
-Wesoła gromadko! Dojechaliśmy! -Obwieściła Victoria. -Oto klucze do waszych pokoi. -Pomachała nam nimi przed nosami i porozdawała po kolei. Mi przydzielono pokój z wygrawerowanym na drzwiach sercem, Lay'owi przedzielono pokój z nutą, a Baekhyunowi i Chanyeolowi przydzielono tylko jeden pokój z płomieniem. Wait... Ale dlaczego oni mają wspólny pokój? Przecież... Coś mi tu nie gra.
Poszłam szybko do pokoju, rzuciłam torbę na podłogę i nawet się nie rozpakowując położyłam się do łóżka chcąc przespać cały dzień. Ale już po 5 minutach do mojego pokoju ktoś bezczelnie wszedł. Nawet nie miałam ochoty zobaczyć, kto to. Słyszałam swobodny krok i w końcu skrzypnięcie łóżka, na którym ktoś obok mnie usiadł. 
-Co? -Wymruczałam ledwie słyszalnie.
Przez dłuższy moment odpowiedziała mi głucha cisza.
-Ktoś do ciebie przyjechał. -Usłyszałam dobrze mi znany męski głos.
-Kto? -Przez myśl przeszła mi Amber, co mnie od razu wybudziło. Usiadłam szybko na łóżku i wlepiłam wzrok w przystojnego bruneta.
-Nie wiem czy powinienem powiedzieć... -Powiedział nonszalanckim tonem i rozłożył się na łóżku krzyżując ręce pod głową.
-Yaaah! To moje łóżko! Nie czuj się jak u siebie w domu! -Spróbowałam przez chwile być na niego zła.
Nie raczył mi nawet odpowiedzieć tylko przymknął oczy i pociągnął za ręke przywracając do starej pozycji. 
-Co...? -Nie pozwolił mi dokończyć i przyciągnął ramieniem do siebie.
-Słyszałem niedawno coś interesującego...
-C co takiego? -Spytałam drżącym z emocji głosem.
-Ty... Kochasz mnie? -Spytał i spojrzał na mnie z góry. Od tego pytania momentalnie zrobiło mi się gorąco.
-Co? Hahah. Ja? Skąd ty to...? -Wyrwałam się z jego objęcia i przywróciłam się do siadu. Lay jakby nie zauważywszy mojego podenerwowania zrobił to samo przysuwając swoją głowę do mojej i wpatrując mi się w oczy. Chwile trzymał mnie w napięciu.
-Kochasz mnie? -Ponowił swoje pytanie.
-Ja... -Nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. To mi się śni, prawda? Albo ktoś robi sobie ze mnie żarty. Znowu... -Tak. -Dokończyłam krótko.
Na twarzy Laya pojawił się większy uśmiech. 
-Tak jak myślałem. -Odsunął się ode mnie spuszczając wzrok i wstając. -Aa, zapomniałbym, Kai przyjechał. Z chłopakiem. -Wywrócił oczyma i wyszedł z mojego pokoju.  
Popatrzyłam jeszcze chwile na zamknięte drzwi i ponownie rzuciłam się na łóżko. 
-Jeeeeeezu... -Popatrzyłam się w sufit.-Baka! Baka! -Popukałam się w głowę. -Po co to mówiłaś?! -Odwróciłam się brzuchem w dół i zakryłam głowę poduszką machając jak pięciolatka nogami.

*

Przespałabym chyba całe popołudnie, kiedy przed chwilą się obudziłam było już ciemno, a za oknem dało się usłyszeć krzyki i śmiechy ludzi, co było dość dziwne na tak odludną okolice. Do mojego tymczasowego pokoju właśnie wszedł średniego wzrostu przystojny brunet.
-An yeong Sulli! Jak się dziś miewasz? Długo się nie widzieliśmy... -Mówił z szerokim uśmiechem zbliżając się do mnie powoli. Donghae tak naprawdę znam od małego dziecka jest bliskim przyjacielem Victroii, kto wie czy kiedyś nie byli ze sobą bliżej! Ostatnio jednak krążyły pogłoski o tym, że jest gejem...
-Um...  Hej Dongahe. Co tam? -Odparłam zaspanym głosem.
-Musimy schodzić na dół, bo Victoria mnie zabije.
-Aa nigdzie nie idę! 
-Wae? -Spytał zdziwiony.
-No, bo... Nie i już! Nie jestem w humorze.
-Albo pójdziesz sama albo cię zaprowadzę siłą. -Zagroził.
-Pffff. Nie boję się. Daj spać.
-Oo, naprawdę? -Spytał zdziwiony z szatańskim uśmiechem na twarzy.
Zerknęłam na niego zaskoczona. Ten ton nie wróżył nic dobrego.
-Yyym. Haeś. Co robisz?
W odpowiedzi dostałam tylko szeroki złowieszczy uśmiech, który po chwili był przypieczętowany rzuceniem się na mnie.
-Ahahahhahahahah! Przestań! Proszę... Donghae! Umieram... -Mówiłam ze łzami w oczach. 
-Przestań... Co? -Drążył.
-Przestań gilgotać! 
-Yhym yhym... -Ktoś stanął w drzwiach i odchrząknął znacząco. -Mam nadzieję, że nie przeszkadzam, ale radziłbym już schodzić na dół. -Powiedział poważnym tonem Yixing, który po chwili oddalił się nie spuszczając ze mnie wzroku. Przeszedł mnie po plecach delikatny dreszcz.

*

Schodząc przed domek na duży obsiany równo skoszoną trawą plac zauważyłam ładne grono lepiej i mniej znanych mi ludzi, kilka twarzy widziałam pierwszy raz w życiu, z kolei obecność innych mocno mnie zaskoczyła... Pierwsza doskoczyła do mnie Vicrtoria, a ludzie patrzyli się na mnie tak jakbym była główną atrakcją tego "przyjęcia".
-Wyluzuj się Jin Ri i baw się dobrze! Za chwilę ci wszystko wyjaśnię! -I pognała do kuchni. 
Druga osoba, która chciała za mną zamienić kilka słów była osobą, której ostatniej się tutaj spodziewałam. Powiem szczerze, że byłam nawet przerażona i miałam ochotę wiać.
-Witaj Sulli, miło cię widzieć. Jak się masz? -Przywitał mnie Minho. Choi Minho - mój szef.
-Cześć szefie. Bywało gorzej. Ale...  Co cię tutaj sprowadza? -Spytałam.
-Tak właściwie to sprawy prywatne. Chyba nie zapomniałaś, że Donghae -w tym momencie wskazał na niego śmiejącego się do jakiegoś przystojnego Koreańczyka. -To mój dobry przyjaciel. W sumie ta dziewczyna, która jest sprawczynią tego całego zamieszania też jest mi dobrze znana. Aah! No i nasz solenizant również! -Odparł z uśmiechem.
-Dziewczyna? Mówisz o... 
-Qian czy jak kto woli Victoria. A solenizanta chyba znasz? Yi Fan. -Tłumaczył jak małemu dziecku.
-Tak, tak. Znam ich. To moi przyjaciele. -Zmusiłam się na uśmiech. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przy rozmowie z Minho byłam taka spięta. Zawsze traktowałam go jak przyjaciela, a dzisiaj... 
-Oh! I bym zapomniał! Jak idzie ci praca? Poznałaś tego chłopaka jak widzę, gdzieś się tu kręcił... Jesteś już z nim na tyle blisko żeby chodzić z nim razem na takie przyjęcia? -Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i zachwytem w jednym.
-Yy... Aa.. No... Chyba tak. No, tak. -Odparłam ze sztucznym uśmiechem. Cholera. Jak na złość nigdzie nie mogłam go znaleźć wzrokiem. Amber... Gdzie jesteś, kiedy tak bardzo Cię potrzebuję?!
-To cudownie! Liczę na to, że już niedługo moi ludzie będą mogli zacząć działać. -Uśmiechnął się szeroko. -Wszystko w twoich rękach! -Położył mi rękę na ramieniu w pożegnawszy geście i podążył do chłopaka o delikatnych rysach twarzy i długich niedbale związanych włosach. Czyżby to był nowy pupil Minho? Jak mu tam... Taemin? Wszystko jedno... Nie zależy mi już na tej pozycji. Wzrokiem znalazłam Jong Ina patrzącego maślanym wzrokiem na Sehuna. Ehh... Dzieciak. Ale... Tak. Jest moją jedyną deską ratunku teraz. 
-Kai -Zaczęłam niepewnie, kiedy mnie dostrzegł siadając obok niego na konarze drzewa umieszczonego przy palenisku. -Potrzebuję pomocy... -W jego oczach dostrzegłam iskierkę strachu.

*

Przyznam, że widząc minę Kaia - jakby za chwile miał popuścić w gacie, wiedziałam, że chłopak mógł się wystraszyć, ale żeby aż tak?! To, że pierwszy raz w życiu potrzebowałam jego pomocy w cale nie oznaczało zbliżającej się apokalipsy... Nawet Sehun się przejął! A ci jak popadną w histerie... Sama się zaczęłam bać. Ale wtedy to już ich. Ehh... Głupie dzieciaki.
Sama nie wiem jak udało mi się ich uspokoić i powiedzieć im, że nie chodzi o nic nadzwyczaj trudnego. Chociaż chwilami miałam czarne myśli... Ale szczerze liczyłam na ich dar przekonywania.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Ale... Naprawdę tego chcesz? -Pytał brunet.
-Tak! Myślisz, że bym cię w to wciągała gdybym mogła to sama załatwić?! Kurcze... To nie jest takie proste!
-Aaah! Wiedziałem od początku! -Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. -Jesteś w jego fanklubie! Fanka numer JEDEN! -Zaśmiał się głupkowato. 
-Yah! -Uderzyłam go pięścią w ramię, kiedy Sehun zwijał się ze śmiechu. Głupie dzieciaki... Nie powinnam ich o to prosić. -No już! Idź! Bo będzie za późno! -Popchnęłam go w stronę salonu, w którym ostatni raz widziałam Laya. Miałam szczęście, że Minho był pilnie zajęty swoim pupilem na dworze.

*

-To całkiem zabawne... -Mówił Yixing idąc ze mną na dwór trzymając w tali i szczerząc się przy tym jak wariat. -Dlaczego ja to robię? 
-Yy... No, ponieważ cię zakneblują, zabiją i zjedzą... A przy okazji oskubią twojego ojca z pieniędzy.
-Ale ja go nawet nie lubię... -Przybrał pełen grymasu wraz na twarz.
-Ciii... Zachowuj się naturalnie. 
-Ale jak? -Jego głos stał się bardziej piskliwy i przyciszony.
-Jakoś im to później wyjaśnimy. -Posłałam mu uśmiech pełen troski i miałam nikłe wrażenie, że jego wzrok to odwzajemnił.
Wyszliśmy na dwór zajęci rozmową, Lay nadal przytrzymywał mnie w tali i lekko się nade mną pochylał jakby chciał być gotowy żeby ochronić mnie przed całym złem świata, kiedy miny naszych przyjaciół i znajomych wyrażały więcej niż tysiąc słów. Przez zadowolone miny Kaia i Sehuna, przez wniebowziętą Victorie, Lune, Krystal, a nawet Donghae, do zaskoczonych min Tao, Krisa, Chanyeola, Baekhyuna i Luhana, a kończąc na wyrażającej pełne zainteresowanie minie Minho. Ja za to przybrałam zadowolony wyraz twarzy, kiedy w środku myślałam, że zaraz z nerwów zemdleje. Yixing na szczęście zauważył moje nerwy w oczach i wiotkość kończyn, więc prawie sam posadził mnie na jednym z konarów drzew tuż przy palenisku. Mam szczęście, że jemu wszystko przychodziło dużo naturalniej niż mnie. Mimo iż o podobnej sytuacji marzyłam od dłuższego czasu. Przynajmniej miałam pretekst żeby patrzeć w głębokie oczy Yixinga i przywrzeć częścią tłowia do niego, który nadal mnie nie puszczał. Część z moich przyjaciół zaczynała już myśleć, że to jakiś kawał, jednak Lay jak na zawodowca przystało zaczął interweniować. 
-Chyba miałaś dzisiaj ciężki dzień. -Powiedział cicho jednak tak, żebym usłyszała i odgarnął niesforne kosmyki z mojego czoła przyglądając mi się dłużej. Poczułam się niezwykle niezręcznie. Miałam szczęście, że większość osób zajęła się już sobą. 
-Mówiłem ci żebyś na siebie uważała, a ty jak zwykle dajesz się ponieść emocjom. Co zrobiłaś z kotem?
-Amber bardzo go polubiła, ale teraz... Na czas mojej nieobecności powierzyłam jego opiekę mojej sąsiadce. -Mówiłam nerwowo.
-Myślisz, że możesz jej zaufać?
-Tak... Myślę, że tak. 
-To dobrze. -Uśmiechnął się do mnie promiennie. Uśmiechnął się... Do mnie. Tylko do mnie. Przez ten głupi uśmiech fala gorąca uderzyła w moje serce, a ja na chwilę zapomniałam o tym, co nas otacza i wodziłam wzrokiem po jego twarzy. 
-Poczekajcie! Nie ruszajcie się! Zrobię wam zdjęcie! -Spojrzałam zaskoczona na zdenerwowaną Victorie, kiedy lampa aparatu rozbłysła a na moim czole poczułam ciepłe usta Yixinga i dłoń podtrzymującą moją głowę. Byłam bliska zemdlenia. 
-Awww! Powieszę sobie nad łóżkiem! -Zawiadomiła wniebowzięta Victoria. 
Spojrzałam pytająco na Laya, który najwyraźniej był zadowolony z siebie i już moje usta się otwierały żeby spytać mu się, co to było, ale bardzo niekulturalnie ktoś, a mianowicie Tao mi przeszkodził.
-No to chyba nadeszła pora na tort dla naszego solenizanta! Noo Kris nie wstydź się! Sami swoi... -W tym samym momencie w krąg zainteresowanych weszła Victoria z "płonącym" torem na rękach. Wszyscy po chwili zaczęli śpiewać "Sengil chukha hamnida…".
-Pomyśl życzenie. -Przypomniała mu Victoria.
-I czego sobie zażyczyłeś, co? -Spytał Tao.
-Tak właściwie to ja już mam wszystko, czego potrzebuję. Ale oprócz jednego.
-No, czego? 
Kris podszedł niepewnie do Victorii i obrócił ją w swoją stronę. Spojrzał jej głęboko w oczy, aż w końcu wpił się w jej usta. Nie obyło się bez głośnych OH i AH zgromadzonych. Poczułam jednak spięcie po mięśniach Yixinga, który zdenerwowany patrzył na całe zajście. Przez chwilę bałam się, że będzie gotów rzucić się na Krisa byle tylko uratować swoją siostrę.
-Spokojnie. -Szepnęłam do niego i objęłam go głaszcząc go uspokajająco po plecach. Jego ręka zaciśnięta wokół mojej tali na szczęście zrobiła się lżejsza. Przez chwilę naprawdę poczułam się jak jego dziewczyna i uśmiechnęłam się do siebie. Lay widząc moją dziwną minę spojrzał na mnie pytającą aż w końcu sam zdobył się na uśmiech. 
-Lepiej jak stąd pójdziemy. -Powiedział i zaprowadził mnie do środka.

*

Dałam się poprowadzić Yixingowi do mojego pokoju. Ten czując się jak usiebie rozłożył się na moim łóżku.
-Yah! -Krzyknęłam na niego.
-To twoje. -Zaśmiał się pod nosem. -Tak, wiem. I co z tego?
-Yy... No, bo... Masz swój pokój! 
-Hahah... Chodź. -I pociągnął mnie za rękę kładąc na łóżku obok siebie.
Leżeliśmy dłuższą chwile w milczeniu obok siebie. Moje serce biło coraz szybciej. Ile mogło... Jeśli nadal mogło. 
-Nie wiedziałem, że twoje życie jest tak pogmatwane. -Ja sama długo sobie z tego nie zdawałam sprawy... 
-Twoje teraz przeze mnie też takie się stało...
-I tak było. Teraz jest, chociaż ciekawie.
Nie odpowiedziałam mu. Zastanawiałam się tylko jak długo mogłam ochronić Laya przed Minho...
-Nie przejmuj się tym wszystkim. Nie z takim opresji wychodziłem cało. -Powiedział zadowolony i przyciągnął mnie do siebie.
-Nikt nas już tutaj nie widzi, nie musisz grać. 
-Ja wcale nie gram. -Spojrzałam na niego zdziwiona. Spotkałam się tylko z jego spokojną twarzą z zamkniętymi oczyma.
-A wcześniej... Grałeś?
-Nie.
Leżałam w bezruchu wsłuchując się w bicie jego serce. Skoro nie grał to, co oznaczał tamten pocałunek w czoło? I ta cała troska nade mną?  Ten wieczór był zbyt piękny żeby mógł być prawdziwy... Ale skoro to nie jest sen. Nie powinnam tego psuć. Zasnąć wtulona w Yixinga... I to na trzeźwo.
░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░



Musieliście na ten rozdział czekać stanowczo za długo. Przepraszam i obiecuję poprawę <3.

wtorek, 26 listopada 2013

Tobenai chō - Part 1

Tytuł: Tobenai chō
Autor: Nyuxoxo
Rozdział: 1-?(Przypuszczam, że zmieszczę się w 5 :))
Długość: 2289
Paring: niespodzianka.
Rodzaj: supernatural ii sami oceńcie co z tego wyszło :D
Uwagi: Wszystkie powtórzenia są celowe. Myśli bohaterki są zapisane kursywą!

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░

Chyba nikt nie lubi wcześnie wstawać.  Latem jeszcze da się zrozumieć, jasne słońce, które powoli oświetlało wszystko, co spotkało na swojej drodze, to jeden z najpiękniejszych widoków, które człowiek może sobie zafundować, na co dzień. Ale jeśli ktoś lubi wcześnie wstawać nawet zimą, kiedy rano jest jeszcze ciemno, a w dodatku zimno? To już coś musi być nie tak! A tym bardziej, jeśli wstaje się do szkoły... Cho była tym wyjątkiem jeden na milion. Ta dziewczyna uwielbiała chodzić do szkoły i uwielbiała wcześnie wstawać. To ten typ rannych ptaszków. Dlaczego? Ta niewielkich wymiarów czarnowłosa Cho zawsze wiedziała, że aby coś osiągnąć musi się postarać, a ona starała się bardzo. Jej największym marzeniem jest dostanie się do Uniwersytetu Tokijskiego i studiowanie medycyny, a następnie zostanie światowej klasy lekarzem. Zawsze wierzyła, że dzięki szkole osiągnie swój cel i właśnie, dlatego tak bardzo lubiła do niej chodzić.
Wszystko się zmieniło, kiedy tuż przed rozpoczęciem kolejnego roku nauki jej rodzice zafundowali jej niecodzienną rewelacje…
*-Ale jak to do Seulu?! Kiedy?! Jak?! Ale… Czy wy sobie właśnie ze mnie żartujecie? – Zaśmiała się szyderczo i spojrzała rozszerzonymi oczyma na rodziców.
-Wszystko już jest załatwione. Zapisaliśmy cię do porządnego liceum w centrum miasta. Dasz sobie radę, jesteś już duża. – Ojciec uśmiechnął się do niej pocieszająco.
-Ale jak wy to sobie wyobrażacie?! Ja tam nikogo nie znam! Wiecie jak długo zajmie mi zaaklimatyzowanie się tam?!
-Spokojnie Cho. Nie panikuj. Wszystko będzie dobrze.
-Taa, na pewno! –Odeszła zrezygnowana od swoich rodziców i zamknęła się w swoim pokoju.*

Pierwszego dnia szkoły, sama w nowym mieście, mijając trzeci raz ten sam sklep… To nie wróży nic dobrego. Cho pierwszy raz w życiu myślała, że się spóźni. Zanim trafiła do szkoły przebiegła chyba pół miasta. Wbiegła zdyszana do szkoły i na szczęście swoją klasę znalazła dość szybko. Zajęła jedno z trzech wolnych miejsc na końcu sali i posłusznie czekała na nauczyciela. Nie obyło się oczywiście bez zaciekawionych spojrzeń innych uczniów. W końcu nie codziennie widuje się nową uczennice w swojej klasie, tym bardziej japonkę. 
-Panno Shiawase proszę wyjść na środek i się przedstawić. –W tym samym czasie do klasy wbiegło dwóch uczniów. Na Cho od razu nie zrobili dobrego wrażenia, mimo iż urody na pewno nikt im nie poskąpił…
-Nazywam się Shiawase Cho i przyjechałam tutaj z Tokio. Nie znam jeszcze zbyt dobrze języka, więc proszę zajmijcie się mną dobrze. – Ukłoniła się grzecznie i usiadła z powrotem na swoje miejsce. Spojrzała na miejsce obok niej. Siedział tam chłopak o czarnych włosach opadających na ciemnobrązowe oczy, pełnych ustach i mlecznobiałej skórze. Cho przez pewien czas nie mogła oderwać od niego wzroku, otrząsnęła się dopiero, kiedy na twarzy chłopaka zaczął zakwitać uroczy uśmiech. Dziewczyna zarumieniła się i usiadła przodem do tablicy, kiedy w końcu domyśliła się, że chłopak zauważył jej
zachowanie.
Lekcja minęła jej szybciej niż myślała, może to, dlatego, że więcej czasu zajmowało jej przypatrywanie się temu, co robi chłopak niż temu, czemu powinna. Kiedy usłyszała dzwonek na przerwę nie wyszła tak jak większość uczniów na przerwę, nie znała jeszcze nikogo i nawet nie wiedziała gdzie iść.
-Naprawdę mieszkałaś w Tokio? –Nagle podszedł do Cho chłopak o farbowanych blond włosach i kocich oczach. Uśmiechnął się do niej szeroko i usiadł na skraju ławki.
-Mhm, Tak. –Pokiwała nerwowo głową i uśmiechnęła się nieśmiało. Ehh, ten chłopak również wyglądał tak idealnie… Był to ten sam chłopak, który wpadł do klasy zaraz po dzwonku razem z czarnowłosym.
-Ooooh! Chciałbym tam, chociaż pojechać! Mają tam tyle cudownych butików, których poskąpili nam w Seulu. – Mówił z żalem w glosie.
-O, naprawdę? –Spytała zaskoczona. –A ja nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy… A wiedziałeś, że w Tokio wychodzą wcześniej gry niż w Seulu? –Spytała chcąc zaskoczyć nowego kolegę.
-Ajś, gry mnie tak nie interesują. –Machnął z niechęcią ręką. –Za to ubrania to moja pasja…
-Uhh, rozumiem. –Spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. Rozprzestrzeniał wokół siebie taką aurę, że człowiek mógł go albo kochać albo nienawidzić. Cho zdecydowanie zaliczyła się do tych pierwszych, oczywiście nie poczuła do niego uczucia jak do mężczyzny, lecz jak do przyjaciela. Nawet, jeśli byłoby inaczej to miała dziwne przeczucie, że ten chłopak jest gejem… Na szczęście jej to wcale nie odrzucało, a nawet była nim jeszcze bardziej zafascynowana.
Do klasy nagle wbiegł blondwłosy chłopak, o umięśnionej sylwetce i twarzy przypominającej w szerokim uśmiechu twarz dinozaura.
-Chłopaki! Szybko! Szybko! Muszę wam coś pokazać! Już! Teraz! Natychmiast! –Krzyczał rozradowany, co zwróciło uwagę większości osób znajdujących się w klasie. Czarnowłosy chłopak siedzący tuż obok Cho spojrzał na niego znad książki znudzony.
-Jongiee. Znowu?
-Oj szybko. Ty –Wskazał na chłopaka siedzącego na ławce dziewczyny. –też. Idziemy, idziemy panowie.
-No to do zobaczenia Cho. –Uśmiechnął się do niej chłopak o kocich oczach. –Ah! Jestem Key. Miło mi było cię poznać. –Uśmiechnął się jeszcze szerzej i wyszedł za dinozaurzym chłopakiem z klasy.
-No, no. Chyba nasza klasowa diva już cię polubiła. –Do Cho odwróciła się dziewczyna siedząca w ławce przed nią, o czarnych włosach do ramion i czerwonych końcówkach. Uśmiechnęła się do niej sympatycznie. –To było kwestią czasu, on lubi wszystko, co nowe i fascynujące, a najlepiej z zza granicy. –Roześmiała się. A japonka nie wiedząc, co zrobić odwzajemniła jej uśmiech. –Jestem Minzy, a to jest Chae, ale mów na nią CL jak wszyscy. –Odwróciła się dziewczyna o długich blond włosach siedząca obok Minzy.
-Hej, miło mi was poznać. –Cho uśmiechnęła się szeroko.
-Na następnej przerwie oprowadzimy cię po szkole. –Powiedziała blondynka. –A teraz patrz: pięć, cztery, -I w klasie zaczęli gromadzić się uczniowie, w tym Key i jego czarnowłosy kolega. –trzy, dwa i jeden. –Do klasy prawie z hukiem weszła nauczycielka angielskiego karząc otworzyć książki na stronie 52…
Wreszcie dzwonek ogłosił przerwę obiadową, dziewczyna posłusznie dałam się oprowadzić po szkole. Były na przestrzennej sali gimnastycznej, basenie, dziedzińcu, boisku, w bibliotece, której zbiory tak oszołomiły Cho, że nie wierzyła w to, że kiedyś uda jej się przeczytać wszystko, co ja interesuje. Weszły również na dach szkoły, na którym zatrzymały się na dłużej żeby zjeść swój obiad. Dziewczyny długo siedziały jedząc, rozmawiając i śmiejąc się. Minzy i CL próbowały po kolei opowiedzieć Cho o wszystkich osobach z klasy i najciekawszych ludziach w szkole. Najbardziej zapamiętała jak jej nowe koleżanki zaczęły opowiadać o czarnowłosym -Lee Taeminie. Podobno nie jest zbyt rozmowny i nie za dużo można o nim powiedzieć, ale jedno jest udowodnione, chłopak kocha tańczyć i śpiewać.
Kolejne lekcje minęły Cho nie przynosząc jej żadnych nowych sensacji. Po lekcjach chciała wrócić do domu razem z CL i Minzy, ale okazało się, że zostawiła swoją ulubioną mange na dachu, więc postanowiła pójść tam szybko i odnaleźć swoją zgubę. Dziewczyna myślała, że na dachu jest sama, kiedy gdzieś za sobą usłyszała oddalające się kroki. Spojrzała ostrożnie za siebie i zobaczyła czarnowłosego chłopaka. Dziewczyna już chciała do niego podejść i spytać się, co robi tutaj o tej godzinie, przez myśl przeszła jej nawet propozycja wspólnego pójścia do domu, ale kiedy zobaczyła, co chłopak robił wszystkie pomysły z niej wyparowały.
Chłopak stanął na skraju dachu i wpatrywał się w dół. Cho w głowie kłębiły się najczarniejsze myśli, kiedy już krzyknęła do niego, aby tego nie robił chłopak w końcu przekroczył skraj i zaczął spadać w dół. Jednak Teamin nie spadał tak jak mogła to sobie wyobrazić Cho, spadał o wiele wolniej, tak jakby unosiło go powietrze, a na jego twarzy nie było widać smutku, czy złości, ale uśmiech. Szeroki uśmiech, najszerszy, jaki dziewczyna zdołała dostrzec na twarzy chłopaka. Dziewczyna myślała, że Taemin jej nie usłyszał, ani nie zauważył, ale chłopak doskonale wiedział o jej obecności.

Cho zeszła na miękkich nogach przed szkołę trzymając w rękach swoją mangę. Nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Zadzwonić po kogoś? Sprawdzić czy gdzieś nie leżą zwłoki? A może tak po prostu pójść do domu i wmówić sobie, że wszystko wymyślił sobie jej chory umysł? Na jej drodze przy bramie od szkoły stał Key, który na jej widok od razu się rozpromienił, ale tuż za nim stał Taemin, dinozaurza twarz i jeszcze dwóch innych równie przystojnych chłopaków. Chwila, chwila, ale, o co tutaj do jasnej cholery chodzi? J jjak? On? Tutaj? Taemin, jak on? Ehhh. 
-Oh, Cho dopiero wracasz?  -Spytał Key.
-Mhm, musiałam jeszcze pójść po coś na dach. -Podniosła w ręku książkę.
-Ah. -Uśmiechnął się szerzej. -Może odprowadzić cię do domu?
-Oh -Popatrzyła zdziwiona. -W sumie to chętnie.
Była bardzo ciekawa jak teraz zachowa się Taemin i może dowie się przypadkiem czegoś ciekawego.
-No to trzymajcie się! Tae. Key. My musimy jeszcze pójść do biblioteki. -Dinozaur uśmiechnął się szeroko i pociągnął dwóch pozostałych chłopaków za sobą.
Taemin nie wyrażał zbytnich emocji przy spotkaniu z nią, uśmiechał się jedynie nieznacznie spoglądając gdzieś w dal.

Droga do domu Cho mijała im spokojnie i jak na razie bez żadnych rewelacji. Key cały czas wypytywał się jej o to, co lubi robić, jakie ma pasje i o jej życie w Tokio, a Taemin tylko słuchał. Minzy i CL miały racje, on naprawdę jest małomówny.
Ciekawiej zaczęło się robić, kiedy chciała zerknąć na Key, ale go nie zobaczyła. Widziała tylko Taemina, na którego twarzy wymalował się większy uśmiech. Ale przecież jeszcze przed sekundą coś mówił... Rozejrzała się, dookoła, ale go nigdzie nie było. O co chodzi? Rozpłynął się? Cho zaczęła panikować. Czy ktoś robi sobie z niej jakieś żarty? Tej dziewczyny na pewno je nie bawiły... Spojrzała znowu za siebie i znowu w stronę, w której powinien być Key i w końcu go zobaczyła. Idącego obok niej tak samo jak zastała go kilka sekund wcześniej.. Naprawdę myślała, że ktoś sobie ostro z nią pogrywa. Albo jej umysł naprawdę zwariował...

Wieczorem chcąc nieco poznać okolice Cho wybrała się na spacer. Miała szczęście, bo jej rodzice naprawdę się postarali z doborem miejsca zamieszkania. Z jednej strony jej domu rozciągał się park, z drugiej i trzeciej kolejne domy, a z czwartej widać było rozciągającą się alejkę sklepików i bibliotekę publiczną. Dziewczyna postanowiła dzisiaj zwiedzić park, nawet po 20 było tu sporo osób, rodzice z pociechami, zakochane pary, starsi ludzie szukający spokoju i samotni, chcący odetchnąć, a może zobaczyć coś ciekawego lub kogoś poznać. Cho długo spacerowała, aż doszła do mniej odwiedzanej części paru, w której zazwyczaj urządzano koncerty, zabawy czy ogniska. Usiadła na jednej z ławek i wsłuchiwała się w śpiew ptaków, chciała jeszcze poczuć ostatnie powiewy lata.
Ale jej oazę zrównoważonego spokoju w jednej chwili zrujnował jakiś... A nawet dwóch... Tak, można powiedzieć, że chamów! Co oni myślą, że robią?
Spojrzała na dwójkę chłopaków stojących przy miejscu na ognisko. Jeden z chłopaków, wyższy w ciemnych krótkich włosach stał z zamkniętymi oczyma i próbował się na czymś skupić. Drugi zaś wyglądał jak dinozaurza twarz i świetnie się bawił rzucając kłębami ognia w ustawione drewno. Rzucając? Cho miała bardzo dobry wzrok i dokładnie widziała jak w jego dłoniach samoistnie tworzył się ogień, który jak widać dla niego był zupełnie normalny. Dziewczyna sama nie mogła uwierzyć w to, co widzi, ale to było niepodważalnie prawdą. Ale tak myśląc logicznie, czy to jest w ogóle dozwolone? Chyba nie można tak po prostu rozpalać ogniska w miejscu publicznym...

Umysł Cho wariował. Za dużo emocji jak na jeden dzień. Normalny człowiek to już dawno by zemdlał. A może ona naczytała się za dużo książek? Też była taka możliwość.
Ostatnią deską ratunku był dach. Już pierwszego dnia, kiedy się tutaj wprowadziła znalazła "magiczne" wejście na dach, na którym można było swobodnie siedzieć. Siedząc na dachu Cho miała świetny widok na gwiazdy i dużą część okolicy, w której mieszkała. Jej oczom ukazał się również chłopak siedzący na dachu sąsiedniego domu. Chłopak również ją zauważył i szeroko się do niej uśmiechnął.
-Cześć! -Krzyknął. Chłopak miał śliczne blond włosy i dość pucowatą twarz, która ani trochę nie ujmowała mu uroku, chociaż chłopak sam w sobie był szczupły i nawet dobrze zbudowany. -Wprowadziłaś się tutaj trzy dni temu, prawda?
-Tak. -Odpowiedziała.
-Poczekaj zaraz do ciebie pójdę.
Nie zorientowała się, kiedy, a chłopak już siadał obok niej.
-Hej, czy ty przypadkiem nie kolegujesz się z Taeminem i Key?
-Tak, od podstawówki właściwie. -Uśmiechnął się do niej promiennie.
-Oh, a kim są ci pozostali dwaj?
-Blondyn to Jonghyun, a brunet to Minho, z nimi też przyjaźnie się od podstawówki. A ty skąd tamtych znasz?
-Chodzimy razem do klasy, siedzę właściwie obok nich. -Przyznała z takim samym uśmiechem. -O, a ty to, kim jesteś? -Spytała roześmiana.
-Onew. -Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Ja jestem Cho. -Powiedziała. -Mogę się ciebie o coś spytać?
-Jasne.
-Może wyda ci się to dziwne i pomyślisz, że coś ze mną nie tak, ale tutaj dzieje się coś dziwnego... -Spojrzała zdenerwowana na niego, ale on był nadzwyczaj spokojny i nadal uśmiechnięty. -Najpierw widziałam jak Taemin skoczył z dachu i nic mu się nie stało, później jak Key po prostu znika, a jakieś pół godziny temu widziałam jak Jonghyun, yy, tworzy ogień? -Spytała go niepewna. -A Minho, nie wiem do końca, co on robił, ale próbował się na czymś skupić i mam wrażenie, że nie na tym, jaki był wzór na funkcje iloczynową... -Onew w końcu przyjął inny wyraz twarzy, ale teraz chyba tylko nad czymś myślał.
-Masz racje Cho. We wszystkich masz racje i to, co widziałaś to prawda. -Przyznał. -Będę musiał już iść, zaraz tutaj przyjdzie twój tata, pewnie nie będzie zadowolony jak zobaczy cię z obcym chłopakiem, co? -Uśmiechnął się szeroko i poszedł w swoją stronę. Ciekawe jak mój ojciec ma tu przyjść? Przecież nie wie, że mamy wejście na dach, ani, że tutaj siedzę. Nie przejęła się słowami chłopaka i rozsiadła się jeszcze wygodniej. Cho pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji, jak każda inna normalna osoba nigdy nie słyszała ani nie poznała osób o tak niezwykłych umiejętnościach. Dziewczyna nie była zdenerwowana czy wystraszona, ale podekscytowana, przez te wszystkie książki uodporniła się na dziwactwa i chciała wszystkie możliwe poznać.
-Cho! Co ty tam robisz? Złaź, ale to natychmiast! Jeszcze coś ci się stanie...
-Jak on? Skąd on wiedział? I skąd wiedział Onew?

░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░░

Ostatnio nabrałam weny na opowiadanie tego typu. ^^ Główną weną było dla mnie opowiadanie Kimiko Yamada "Ao no hana", kto jeszcze nie czytał to gorąco polecam :> --> *klik*

 A oto efekt mojej wczorajszej pracy :D. Dziękuje też wszystkim którzy mnie wspierali, jesteście strasznie kochani <3 Nie spodziewałam się, że aż tyle osób zainteresuje się moim blogiem. c: Ask to jednak bardzo fajna strona :D. Żeby nie być gołosłowną oto ile osób poparło mój pomysł ^^ --> *kilk*
Nie martwcie się o Red Orchid, następny rozdział postaram się wstawić w weekend :>.
Liczę na wasze komentarze! xoxo :*

<1170 wejść *.* DZIĘKUJĘ <3